Home

Advertisement

Audycja po bardzo długiej przerwie

  • Oct. 23rd, 2009 at 6:07 PM
coffee love
Jestem sama, więc mogę wysmarować jakąś namiastkę opowiastki tego, co się tutaj u mnie ciekawego dzieje. :) Otóż.
Pracuję sobie w Tatuum w Magnolii - strasznie niewolnicza praca, zwłaszcza na okresie próbnym, ale cóż, nie ma innej, ważne, że jest jakakolwiek, przynajmniej mam za co mieszkanie opłacić. :) Na kompie siedzę zwykle chwilę wieczorami albo podczas dni wolnych (całe DWA w tygodniu). Jednakże kiedy mam tylko chwilę wolną, to staram się odpoczywać, nabierać sił i spędzać je z P. który przez moją pracę czuje się przeze mnie zaniedbywany trochę. :( Ale mimo tego żyje nam się bardzo wesoło i dobrze :) 
No i oczywiście trzeba wspomnieć o moim uzależnieniu, które się wydało niedawno, czyli... World of Warcraft. :) MASAKRA. Stworzyłam sobie postać na zasadzie: "a, zobaczę sobie czym mój facet się tak jara", po czym wciągnęłam się na amen. Ale fajnie się przy tym można odstresować :) No i P. jest przeszczęśliwy, bo zamiast mu zrzędzić, że gra w WoWa, gramy razem w party. :P 
A teraz idę nadrabiać zaległe seriale. :) 

^____________________^

  • Jun. 25th, 2009 at 6:20 PM
notebook love and others
Mam mojego wymarzonego NIKONA D60!!!1!!!11!! :D YAY!
Dostałam go od Mojego Mężczyzny :)))))))))))) Teraz mogę podbijać świat! Yay!

*szczęśliwa jak nie wiem* 

No i koniec ferii.

  • Mar. 2nd, 2009 at 5:53 PM
lovers
Ferie były najlepszym okresem mojego życia od początku klasy maturalnej. Serio. Zero problemów, myślenia o maturze, o nauce, tylko luz. Szłam spać o 5, wstawałam o 14, w łóżku znajdywałam Kota i A., jadłam kiedy chciałam (ale nie co chciałam, na to nie starczyło nam motywacji, by iść do sklepu, zabrakło nam kasy), robiłam, na co miałam ochotę... Pełen luz. Początkiem tego wspaniałego czasu była oczywiście Studniówka, którą wspominam bardzobardzobardzobardzobardzo (i jeszcze więcej bardzo) pozytywnie, wybawiłam się, wytańczyłam, ogólnie fajnie było:) I właśnie sobie popijam herbatkę, którą dostałam od mojego A. :) Pobudzająca herbata z guaraną. :)

Teraz zaczyna się ta niefajna część posta, czyli wróciłam dzisiaj do szkoły. Zostały mi równo (równiusieńko, bo 4 maja zaczynam maturę) dwa miesiące nauki. Muszę się wziąć do roboty, jeśli chcę ją zdać dobrze i dostać się na dobre studia. Co się tyczy moich planów, to aktualnie nie mam zielonego pojęcia, gdzie, ani co będę studiować. Wiem tylko, że coś humanistycznego i, że będę mieszkać z A. Gdziekolwiek by to było.
Z informacji różnych, to od jutra zaczynają mi się próbne matury. Trochę mnie już stres zżera. Jutro piszę polski. W środę angielski. A reszta się zobaczy.

Jak jest? JEST DOBRZE:)

Zmiany.

  • Feb. 26th, 2009 at 6:58 PM
awwww
Postanowiłam wiele zmienić. Poczynając od wyglądu swojego i mojego otoczenia, na postępowaniu kończąc. Szkoda tylko, że do maja nic z włosami nie mogę zrobić... Ale po 29 maja coś wymyślę. Co się zaś tyczy wyglądu... Ciemnych rzeczy mam coraz mniej, jestem z tego dumna. Otoczenie? No już jakieś dwa lata temu zrobiłam remont w pokoju. Teraz chcę fotel. Do czytania. I sama sobie go kupię. A. I layout zmieniłam. I ikonki. I kolory.
A jeśli chodzi o postępowanie... No cóż. Za dwa miesiące matura. Zamierzam ją dobrze zdać. Co oznacza, że zamierzam się przyłożyć do nauki. I czytać więcej książek. I mniej wydawać pieniędzy. I być bardziej radosną. Dobrą. I w ogóle. I wziąć się za siebie. No. Wiosna idzie!

Brak netu.

  • Jan. 8th, 2009 at 3:52 PM
love
Mój lapek pojechał do naprawy. Po tym jak zaczął wydziwiać z grafiką, po prostu się wyłączył i nie chciał włączyć z powrotem. :( Przez przynajmniej 3 tygodnie jestem bez netu i bez komputera, bo stacjonarka jest u rodziców i nie ma potrzeby, żeby ją przenosić. No cóż. Przynajmniej nadrobię zaległości z całego pobytu w szpitalu i się pouczę. ;]

A poza tym w szkole jest awantura na 100 fajerek, którą rozpętał mój tato, ale aktualnie jestem zbyt sfrustrowana, żeby o tym pisać.

Takie tam, świąteczne i nie tylko.

  • Dec. 21st, 2008 at 9:50 AM
love
Przedwczoraj wróciłam ze szpitala po trzech tygodniach. Jeszcze mam zadyszkę, trochę kaszlę i siąkam nosem, ale daję sobie radę. Przynajmniej odświeżyłam sobie całą sagę o Harrym. ;)))) Miałam tyle czasu wolnego, że przeczytałam Zakon Feniksa w ciągu dwóch dni. ;) No i trochę podniosłam swoją szybkość czytania. ;))

Aktualnie z nudów oglądam po raz setny Zakon Feniksa właśnie. Po raz tysięczny za to przyglądam się scenie śmierci Syriusza. I dochodzę do dwóch wniosków: Gary Oldman jednak NIE pasuje mi na Syriusza (po skończeniu wszystkich Potterów przeczytałam sobie R.A.B.'a  autorstwa
[info]le_mru i, serio, Oldman? Nie, nie nie...) oraz, drugi wniosek (a w sumie dwa w jednym): kocham Lupina ♥ i Thewlisa jako Lupina ♥ ^^ Ponadto wróciłam trochę do pisania, zmodyfikowałam parę imion, parę moich postaci i jakoś to idzie. W szpitalu mnie Wena złapała tak, że musiałam wyciągać jakieś wyświechtane kartki, żeby nabazgrać to, co mi się urodziło w mózgu. ;))) 

No, i ten, cztery miesiące do matury zostały. Ale spoko. Dam radę. Muszę.

A święta spędzam z rodzicami i A. :))) A Sylwester, to nie wiem. Się zobaczy. ;))

Tags:

love
Jest lepiej.

Byłam wczoraj z Mamą w kinie na Mamma Mia!. Film bardzo fajny, uśmiałam się do łez i od wczoraj chodzę z soundtrackiem z filmu w mp3. Jednakże wieczór byłby jeszcze bardziej udany, gdyby nie moja niewyparzona gęba, przez którą musiałam palnąć dwa teksty (jeden do Mamy do drugi do A.), które sprawiły, że atmosfera dosyć się zagęściła. Zawsze muszę coś spieprzyć. -_-

Mam małą zadyszkę po szpitalu, jeszcze brakuje mi kolorów (cytat z A. kiedy przybyliśmy na Pogotowie w sobotę wieczorem: Kochanie, wybacz, że to powiem, ale Śmierć nad czyimś grobem ma więcej kolorów na twarzy, niż Ty teraz. No cóż, co tu się dużo dziwić, skoro straciłam jakieś 40, może 50% wody z mojego organizmu?), biorę antybiotyk i jestem WCIĄŻ na diecie. Do przyszłego tygodnia. Najbardziej dokucza mi właśnie ta zadyszka i to, że się tak szybko męczę. Ale spoko, dojdę do siebie. Co to dla mnie 7 godzin rzygania bez przerwy. ;]

W szkole młyn coraz większy. Zostały mi dwa tygodnie na oddanie pracy z religii, której nawet nie zaczęłam z racji nauki do przedmiotów, które są ważniejsze i które zdaję na maturze. ;] Ale co siostrę obchodzi to, że my mamy maturę w tym roku? Przecież religia jest NAJWAŻNIEJSZA. ;]

A poza tym mam takie dziwne uczucie... Nie wiem, jak je nazwać, Może szukanie dziury w całym? Albo może zbyt przejmuję się moimi wczorajszymi słowami? Żałuję ich bardzo, Mama i A. mi wybaczyli po tym, jak ich przeprosiłam, było ok, więc nie wiem, czym się jeszcze przejmuję... Ale to chyba wpisane jest w moją naturę.

No i za trzy tygodnie widzę się z A. Jest długi weekend listopadowy i musimy sobie odbić weekend październikowy, który zamiast spędzić w domu, z A., spędziłam w szpitalu.

Ale spoko. I tak ogólnie rzecz biorąc jest lepiej. Już nie płaczę po nocach i nie chodzę przybita. Mało tego! JA SIĘ UŚMIECHAM! Serio! :) Aha, no i zaobrączkowałam A. Na srebrno, bo na srebrno, ale (na) zawsze. ;) 

love
Marazm, marazm i jeszcze raz marazm... Nie. Inaczej.
Mój koszmar zaczął się we wtorek. A imię jego: angielski. A dokładniej: klasówka z angielskiego. Wydawałoby się, że ja, Osoba Umiejąca W Miarę Dobrze Język Angielski nie będzie miała z tym żadnych problemów. Cóż, najwidoczniej przeliczyłam się. I to nie pierwszy raz. Od jakoś roku zadaję sobie wciąż i wciąż jedno pytanie: CZY TA KOBIETA NIE MA NA KIM SIĘ MŚCIĆ? Rozumiem, przepisałam się do jej grupy, rozumiem, chce mi pokazać, gdzie moje miejsce, ale na Cthulhu! Minął rok. ROK. No, ale nieważne. Sprawdzian-porażka został napisany. Wyniki w piątek. 
Potem było tylko GORZEJ.
Ja tak kochałam język polski w poprzednich latach! Ah, dlaczego, dlaczego zabrali mi moją profesor B.? Z nią przynajmniej coś umieliśmy! A teraz...? Możemy pożegnać się z jakimkolwiek zdawaniem rozszerzonej matury z polskiego...
W czwartek dopadła mnie migrena. No i jakieś przeziębienie, choć miałam nadzieję, że mi minie po jednym dniu. Tak. To już chyba jest tradycja, że się muszę rozchorować w swoje urodziny. Ogólnie czwartek był do kitu. Masakrycznie. A powinien być super, bo to w końcu moja osiemnastka. Ale cóż. Znowu się zawiodłam. Jedynym światełkiem w tunelu były życzenia Od Tych, Którzy Pamiętali i telefon o północy od Adama i mojego przyjaciela, Rafała. Śpiewali mi sto lat.
W piątek było mi już wszystko jedno. Całkowicie. Poszłam do szkoły tylko z czystej przyzwoitości, żeby nie unikać fakultetów z profesorem G. Szybko tego pożałowałam. Na pierwszych dwóch polskich w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje, ani co do mnie profesorka mówi. Potem okienko wolnego i dwie historie. Gdyby nie mój kolega z ławki, to zapewne bym spłynęła pod to drewno, zwinęła się w kłębek i leżała na podłodze. Ale mnie podtrzymywał na szczęście. Moim pocieszeniem było 4+ z minimaturalnego testu. Jednego punkta zabrakło mi do 5. <headdesk> Ale przynajmniej wiem, że poradzę sobie na maturze i nie mam się czego bać. BUAHAHAHA. Jasne. Zwłaszcza, że w poniedziałek mam ogromny sprawdzian z historii, a ja oczywiście nie jestem w stanie się uczyć. Jedyne, co wiem, to, że 28 czerwca 1914 został zamordowany arcyksiąże Franciszek Ferdynand i jego żona, Zofia. Dużo, prawda? A klasówka jest z calutkiej I wojny światowej. <idzie się zastrzelić>
Ponadto moim problemem jest fakt, że nie umiem skupić się na nauce. Mam takie... dziwne etapy. Raz jest super, uczę się, udaje mi się wszystko, a potem... Potem dostaję lenia, albo coś się dzieje i moja siła pryska jak bańka mydlana. I tak poszłam na łatwiznę, bo na rozszerzeniu zdaję tylko pisemny angielski i historię, ale jednak... Jednak i tak trzeba się uczyć. Ah! Maturalna klasa. ;] Muszę się kopnąć w rzyć. Inaczej będzie tylko gorzej. I wyzdrowieć. Bo mam już powyżej uszu tej choroby. -_-
Ale spoko. W czerwcu kończy się mój koszmar związany z maturą. A w wakacje się wyprowadzam. Aż mi lżej na sercu. ^_^

25 września.

  • Sep. 25th, 2008 at 11:34 AM
love
Hmm, chyba stałam się pełnoletnia. ;) Czuję się dosyć... specyficznie. ;) 

Z innych wieści: jestem chora, jak zwykle pod koniec września. W przyszłym tygodniu mam zatrzęsienie sprawdzianów, ale pocieszam się kasą na koncie (yay, WRESZCIE!) i bliskim wyjazdem na Śląsk na jakieś cztery dni. Z rodziną się jakoś układa, z Adonem takoż, w szkole można powiedzieć, że sobie radzę, tylko nie mogę się wybrać, żeby sobie zrobić zdjęcie do dowodu i złożyć papiery o ten właśnie. ;) 

Tags:

Trafiony, zatopiony :)

  • Sep. 15th, 2008 at 2:21 PM
love
Wczoraj popołudniu wróciłam z U-Botu - było naprawdę super! :) O wiele lepiej niż w zeszłym roku, choć szkoła była trochę za duża. ;))) Oczywiście sleeproom był zapełniony dokładnie tą samą ekipą, co w zeszłym roku (i znów budziło nas chrapanie BĄKA), przez co było tak... rodzinnie. :) 
Jestem zadowolona, że pojechałam. :) 

Tags:

:(

  • Aug. 28th, 2008 at 8:54 AM
love
Mój Lucjan nie żyje. :( Spadł wczoraj z balkonu, z ósmego piętra. :(

Mam nadzieję, że jest mu Tam Gdzieś, W Kocim Niebie lepiej... :(

[*]

http://img183.imageshack.us/my.php?image=dscf08802mz2.jpg

Tags:

Dwieście lat później.

  • Aug. 25th, 2008 at 8:58 AM
love
Oficjalne oświadczenie: wszystkich, których w tym roku zaniedbałam/z którymi nagle urwał mi się kontakt/whatever bardzobardzobardzobardzobardzo przepraszam. *kaja się* Ja mam złe nawyki, złe nawyki objawiły się po poznaniu pana X (widzisz, Cody, filtr działa! :D), i muszę się ich pozbyć. Znaczy, rozgraniczać czas dla Przyjaciół i dla Niego. I będę. Będę elastyczna, zobaczycie! Może nie będę pisać na fikatony i inne pochodne, bo moje umiejętności spadły na łeb na szyję i chyba nie umiałabym już nic napisać, co nie jest wypracowaniem maturalnym pod klucz. (;p) Ale wracam do komentowania i pisania wpisów. W miarę możliwości, bo w miarę możliwości, ale wracam. Może to być trochę ograniczone przez ten cholerny egzamin majowy, zwany maturą, ale dam radę.

Teraz możecie bić/krzyczeć/drapać/gryźć/cokolwiek. Byleby bolało i bylebym zrozumiała swój błąd.

Meme roczne. Znowu.

  • Jan. 9th, 2008 at 5:02 PM
love

A tak w ogóle to mi zimno. I smutnawo. Ale tylko trochę. Za niedługo się polepszy. I powinnam się uczyć. Cóż. Ale damy radę. :)

Sylwester i te inne

  • Jan. 1st, 2008 at 6:59 PM
love
Jeszcze do końca się nie obudziłam, ani nie doszłam do siebie, ale spoko, jutro już będzie lajcik. ;)
Sylwestra spędziłam z Adonem u znajomych mojego brata. Było bardzo sympatycznie, łącznie z telefonem od ekipy ZUA z życzeniami. :) Niestety jednak jutro trzeba wrócić do szkoły. :( Wolne się skończyło, koniec semestru... Ale damy radę. Za niedługo ferie w Śląskim, co oznacza pobyt mojej ciotki u nas, potem moje ferie, spędzone na pół w Busku, na pół w Raciborzu, a potem już poleci jakoś. :)
Najważniejsze jest, że się trzymam i mam dla kogo żyć i uśmiechać się. :)
Idę odespać. ;)

Tags:

Zima za okneeeeem...!

  • Nov. 27th, 2007 at 12:06 PM
love
Ja to chyba odporności nie posiadam. Co mnie zawieje tylko troszeczkę, albo zetknę się z chorym osobnikiem, albo zmarznę na przystanku autobusowym - to od razu zaczynam kasłać, prychać, kichać i mieć ochotę rozstrzelać wszystkich. Tak było wcześniej, tak jest teraz i tak pewnie będzie w przyszłości. Chyba, że wynajdę sposób na odtworzenie swojej odporności. We shall see.
Ostatnio nie mogę na czterech literach w domu usiedzieć. Od czasów Imladrisu siedziałam tylko jeden weekend w domu - długi. Potem wybyłam do Raciborza, potem Kielce, potem oaza, a teraz ten Berlin. O. Właśnie. Berlin. Od soboty jestem na emigracji. Do niedzieli dziewiątego grudnia. Będę prowadzić inteligentne rozmowy na temat holocaustu. Będzie fajnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mój angielski ostatnio trochę zjechał z poziomem. Ale CÓŻ.
Informacja dla zainteresowanych Obrączkami, a dla Nasi specjalnie: piszą się. Mam połowę strony. To w sumie nie jest dużo, ale biorąc pod uwagę mojego lenia, który mnie ostatnio złapał, to jest bardzo wiele. Podejrzewam, że jak będe na wygnaniu, to z nudów na wykładach będę pisać. Wreszcie będę miała chwilę wolnego czasu. A opublikuję po powrocie.
Na domiar złego przypałętało mi się jakieś choróbsko, które mi rozrywa płuca. Muszę się do piątku z tym uporać, bo będzie ze mną krucho.
A. I Kordian się nadal nie przeczytał. Wolę jednak aktualnie męczyć trzeci tom Martina.
I jeszcze do odstrzału leci facet mojej przyjaciółki. Normalnie jakbym go spotkała, to strzępy by z niego zostału. Dosłownie. Zastanawiam się tylko nad jedną rzeczą: dlaczego ja przeżywam to w takim samym stopniu, co ona?
EDIT: A tak w ogóle, to oficyjalnie mam narzeczonego. Tylko jeszcze pierścionka brak. Ale to kwestia czasu. Świat stanął na głowie, nie? ;)
*wraca do łóżka*

A tak czekałam na ten długi weekend...

  • Nov. 2nd, 2007 at 1:33 PM
love
I cóż z tego, że długi, jak jego większość muszę przeznaczyć na naukę? ;] Wczoraj i przedwczoraj się obijałam, to teraz muszę otworzyć książki i coś z tym fantem zrobić, bo cztery klasówki się same nie napiszą, "Kordian" się sam nie przeczyta, a wypracowanie z polskiego się samo nie napisze. A szkoda. Bo mogłabym wtedy trochę odpocząć. No, ale trudno. Damy radę.
Za tydzień wybywam na cały weekend do Raciborza, wojować świat Adona. ;-) (jakbym już go nie zwojowała, ale cii...) Może tam chwilę odsapnę od szkoły. Zło się zapowiada. ;-)
Za to od 2-11 grudnia siedzę w Berlinie, jako jedna z pięciu szczęśliwców, wytypowanych do reprezentacji naszego liceum w ogólnokrajowej (o ile nie ogólnoświatowej) konferencji na temat holocaustu. To co, że w miesiąc musze trochę ponadrabiać tej tematyki i słownictwa z angoelskiego. :P Dam radę. Skoro moja anglistka (tak, ta sama, która chciała mnie z grupy wywalić) stwierdziła, że mnie bierze, bo umiem angielski... Czemu mam nie jechać? Zawsze to tydzień wolnego od mojego ZOO, rodziny, miasta... I tydzień zaległości. I tydzień odcięcia od neta i komputera. Ale pozytywy przeważają nad negatywami. ;)
A SPN... Nie, nie będę się wypowiadać. Chyba jeszcze nie przegryzłam do końca tego trzeciego sezonu, więc będę siedzieć cicho. :P
Cóż. Zakopuję się z powrotem w książkach. Nie mam innego wyjścia. Eh. Odkopię się pewnie... Nie wiem w sumie kiedy. Jak się z tym całym pieroństwem uporam. *wzdycha ciężko*

U-Bot i te inne.

  • Sep. 24th, 2007 at 10:19 PM
love
Jestem niewyspana, obolała, na ciele mam pełno niezidentyfikowanych siniaków, przyczepiło mi się jakieś przeziębienie, ale... NA CTHULHU, BYŁO WARTO! ^_______________________________^ Spotkałam się z bandą znajomych, uśmiałam za wszystkie czasy (w momencie kiedy mój Mężczyzna rzucił do mnie tekstem "Nie obciągaj mi łokcia!" miałam wrażenie, że mi pęknie przepona XD), pograłam w Wiochmen Rajsera ("Ej, co ty, jakimś zawodowym prrrrywaczem jesteś?"; "No nie, nie bawię się, weźcie ją poswtrzymajcie! - No co? Nie moja wina, że grać nie umiecie"), ale też nieźle się pochorowałam i przez to pozonkowałam. Ale zostałam obrzucona pozytywną energią ze wszystkich stron, prawie wyniesiona z sypialni (w efekcie sama wybiegłam, bo chcieli mnie oblewać wodą :P), dorobiłam się nowej ksywki: Armen zmieniono no Arien, a potem rozwinięto do Arienka, bądź Słoneczka ^^ i ogólnie było ZUO! ^_________^ Zastanawiam się jak ja w ogóle przeżyłam dzisiejszy dzień w szkole. XDD Moje myśli wraz z całym oprogrmowaniem zostały jeszcze w Łodzi i bawią się tam bardzo dobrze. XD Będę odsypiać bardzo długo. :P O matko, pisałam to jakieś dwie godziny. XDD Rządzę. XDDD

Tags:

Świat

  • Sep. 7th, 2007 at 11:38 PM
love
"If there are one or more people on your friends list who make your world a better place just because they exist, and who you would not have met (in real life or not) without the Internet, then post this same sentence in your journal."

Jeśli jest na Twojej fliście przynajmniej jedna osoba, która samym swoim istnieniem sprawia, że Twój świat jest lepszym miejscem i której nie poznałabyś, gdyby nie Internet, zamieść to zdanie na Twoim journalu.

Tags:

Chwila dla mnie

  • Sep. 6th, 2007 at 6:55 PM
love
Uporałam się dzisiaj wcześniej z tym całym cholerstwem i WRESZCIE mam chwilę czasu dla siebie. Ten tydzień jest całkowicie na wariackich papierach z powodu wyjazdu mamy do Włoch, przepisywania się z grupy angielskiego i w ogóle, drugiej klasy.
Okazało się, że na liście językowej pierwszej klasy wylądowałam przypadkowo, przez nieuwagę babki pracującej w sekretariacie. CÓŻ. Bałagan w papierach to i ja mam, ale takich pomyłek nie robię. ;P
Jutro piątek! Na samą myśl o tym, że mam więcej trochę wolnego, to aż mi lżej na duszy. (Aha, tylko jak pomyślę, że na poniedziałek mam przeczytać bycze fragmenty Fausta oraz Cierpienia Młodego Wertera to już mi się mniej radośnie robi...)
Babsztyl uczący mnie angielskiego chciał mnie za wszelką cenę wywalić z nowej grupy. Najpierw wyjechała mi z tekstem, że jest za dużo osób, potem chciała mnie udupić pytaniem o czas Past Continuous, ale się nie dałam. ^___________^ Pokazałam jej wała i udowodniłam, że skoro się do zaawansowanej grupy przepisałam, to wiedziałam co robię. ^_______^ Trochę jej mina zrzedła, jak jej wyrecytowałam, kiedy ów czas się stosuje i jak się go konstruuje. :P
Zastanawiam się, co ze sobą zrobić. To takie dziwne uczucie, po dniach, kiedy od książek odchodziło się niedaleko 23, szło się pod prysznic a potem od razu spać. Hm. Może oglądnę jakiś odcinek Heroes? Bo sprzątać to mi się wybitnie nie chce. :P A o 20:10 zakopię się pod kołdrą z górą kanapek i herbatą, i oglądnę Lost. Aż miło o tym pomyśleć.
A jutro czeka mnie tylko 6 godzin zajęć (grupa z zaawansowanym niemieckim siedzi do 8 godziny. Jak mi przykro. :P) i nocleg u Robaczka. ;) [kumpela z gimnazjum] Jakoś muszę przeżyć te dwa dni do powrotu rodziców. ;)
Sprawa z babcią wygląda nie najgorzej, ale mogło być zawsze lepiej. Moja kochana babcia próbuje we mnie wmuszać czterokrotnie większe porcje, niż zazwyczaj jem... Co doprowadza mnie do szewskiej pasji, ale co tam ona się będzie tym przejmować, nie? :P

Żądza mordu, można powiedzieć.

  • Sep. 5th, 2007 at 3:49 PM
love
Jak to było? Jestem pieprzonym kwiatem lotosu na spokojnym, pieprzonym jeziorze?
Miałam ochotę po prostu dzisiaj zabić babę w sekretariacie i wszystkich, którzy byli w pobliżu. No, może poza moją współławkowiczką. Za jakiego powodu? Otóż. Pewnego pięknego majowego dnia, w roku 2007, zaniosłam cała szczęśliwa podanie do sekretariatu o przeniesienie mnie z grupy początkującej języka angielskiego do grupy zaawansowanej języka angielskiego. Myślałam sobie: no, w drugiej klasie to już wypadałoby być na tym zaawansowanym, skoro chcę zdawać angielski na maturze, nie? Byłam święcie przekonana, że nikt mi nie będzie nie powinien robić problemów. Ah! Jakże się myliłam. Zacznijmy od tego, że moje podanie przeleżało sobie na dnie segregatora przez całe, bite dwa miesiące, ponieważ dyrektorowi nie chciało się do nich zajrzeć. CÓŻ. Przypomniałam mu o sobie i moim podaniu kiedy? No tak, TAK, po rozpoczęciu roku w poniedziałek. Ale! Myślałam sobie: nic to! Na pewno teraz nie będzie problemu. I co? GUZIK! We wtorek kazali mi dopisać język od podstaw i kazali przyjść dzisiaj. Przyszłam. Cała w skowronkach od razu, bo usłyszałam, że dyrektor wyraził zgodę.

Baba w sekretariacie: Dyrektor wyraził zgodę.
Ja: *banan na twarzy i kamień z serca*
Baba w sekretariacie: Jest pani w grupie 6 zaawansowanego angielskiego i w grupie czwartej początkującego niemieckiego.
Ja: *trochę zdezorientowana, nic mi to nie mówi* Ale... Może mi pani powiedzieć, czy jestem ze swoją klasą, czy nie?
Baba z sekretariatu: *kartkując listy itp* Zaawansowany angielski... Klasa g. Początkujący niemiec... też klasa g.
Ja: *wychodząc* Aha, dziękuję.
Po chwili, wychodząc już ze szkoły, zwracam się do mojej współławkowiczki.
Ja: Ania... Ty patrzyłaś tam na te listy, nie?
Ania: *wzdychając* Tak. Jesteś w grupie językowej klasy pierwszej g.
Ja: CO?!
Ania: Bo tam nie było naszych ludzi. Oni chyba nie czytają dat na podaniach i myśleli, że chodzisz teraz do klasy pierwszej.
Ja: *maksymalnie wkurzona, klnę na czym świat stoi*

A teraz... Udaję się na moje popołudnie z językiem angielskim, polskim i historią. Taak. I muszę sobie zrobić herbatę, bo zimno jak w psiarni.

Latest Month

October 2009
S M T W T F S
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Powered by LiveJournal.com
Designed by Tiffany Chow